poniedziałek, 24 marca 2014

4 codzienne sytuacje, których nienawidzisz

Jeśli nie jesteś zamkniętym w domu no-lifem grającym po nocach w WOW-a, to często musisz borykać się z różnymi wkurzającymi sytuacjami dnia codziennego. Ja z pośród wielu wybrałam cztery, które potrafią najskuteczniej wyprowadzić z równowagi najspokojniejszego na świecie człowieka.



OLEWANIE ZASADY "LEWA WOLNA" NA RUCHOMYCH SCHODACH

Wyobraź sobie poranny szczyt w metrze i zapchane ruchome schody. Masz to? To teraz pomyśl, że bardzo się spieszysz. Po raz trzeci w tym tygodniu zaspałeś, jesteś u szefa na cenzurowanym, a jakby tego było mało twój żołądek postanowił się dziś zbuntować i usilnie stara się pozbyć śniadania. Masz nadzieję, że współpasażerowie posiedli umiejętność myślenia i pamiętają o prostej zasadzie pozostawiania lewej wolnej dla ludzi mniej leniwych niż oni. Bo w końcu nie każdy ma ochotę na mniej więcej minutowe wlepianie oczu w tyłek osoby zajmującej stopień przed nią. Szczególnie wtedy, gdy ów tył należy do obleśnie grubej baby w prawie przeźroczystych legginsach. No świata poza nią nie widać po prostu. Niestety, jeden rzut oka na schody pozbawia cie złudzeń co do inteligencji osób z nich korzystających. Musisz więc, z głośnym przepraszam, przepychać się m.in. obok dwóch plotkujących "o tej rudej z 3c"  psiapsiół, gościa w słuchawkach z wielką walizą u boku oraz grubą babą z wózkiem na zakupy. Po otrzymaniu parę razy z łokcia, docierasz wreszcie na górę. Było ciężko, a to dopiero początek dnia...




NIEKUMANIE ZASADY, ŻE NAJPIERW SIĘ WYSIADA

Obity i ofukany biegniesz do tramwaju. Wyświetlacz przystankowy (o ile działa), informuje cię, że twój wehikuł właśnie odjechał. Następny za 10 minut. Cudnie. Właśnie zaczęło padać. Rzucasz pod nosem paroma panami lekkich obyczajów i odliczasz czas. Nareszcie żółty klekot zajeżdża. Na jego szybach zaobserwować możesz morze glonojadów, zwyczajowo zwanych pasażerami. Ciasno tak, że szpilki nie wciśniesz. Ustawiasz się karnie obok drzwi, co by wypuścić te biedne upocone stworzenia. Ale oto kątem oka dostrzegasz JĄ. Baba - taran, która już teraz koniecznie musi wejść. W głębokim poważaniu ma fakt, że byłoby jej znacznie łatwiej dorwać się do upatrzonej miejscówki, gdyby raczyła przesunąć na bok swoje szerokie dupsko i pozwoliła innym opuścić szynobus. Niestety, jej przeżarty cukrem i tłustymi kiełbasami móżdżek nie ogrania tego totalnie. A ty właśnie sobie uświadamiasz, że na twoim docelowym przystanku też czyha taka niecierpliwa baba. Oh god why?

 źródło: fakt.pl


NIEDZIELNI SPACEROWICZE DNIA POWSZEDNIEGO

Na ogół nie masz nic przeciwko spacerowemu tempu pokonywania wszelkich odległości. Szczególnie w weekendy, gdy to ty spacerujesz sobie wolnym kroczkiem po parku, w cieniu drzew i wśród treli ptaków... Dobra, wracajmy do szarej rzeczywistości. Próbujesz przedrzeć się przez ulicę, przejście podziemne, peron (niepotrzebne skreślić) a przed tobą pojawiają się ONI. Może to być pijąca sobie z dzióbków zakochana parka, trzymająca się za łapki tak ściśle, że aż im kostki na dłoniach zbielały.  Może to być dama na tak wysokich obcasach, że spokojnie można je nazwać koszmarem ortopedy. Albo też cała wesoła rodzinka z mniej wesołym, bo wyjącym jak syrena strażacka, pięciolatkiem. I wszyscy oni postanowili w porannym tudzież popołudniowym szczycie, wybrać się na spacer w tempie ślimaczym. Spacer zapchanymi chodnikami i przejściami podziemnymi. Ani ich ominąć, ani przeskoczyć. Bo kiedy ty próbujesz zrobić to z lewej, to oni jakby szóstym zmysłem cię wyczuwali i hyc też na lewo. Ty na prawo, oni też. Pozostaje ci tylko przedrzeć się przez ten zwarty szyk obronny rozpychając się swoimi niezbyt szerokimi acz zaprawionymi w boju barami. Przebijasz się więc żegnany piękną wiązanką słów wulgarnych. Trudno, jesteś już zahartowany. Nie takie już rzeczy o tobie mówiono.




POGADUSZKI CODZIENNE W WINDZIE PODSŁUCHANE

Po walce z tłumem, z której -  mimo kilku siniaków na ciele i umyśle - wyszedłeś cało, docierasz nareszcie do swojego zakładu pracy. Jeśli jest to jedno z kilkunastopiętrowych siedlisk korpoludków, to z pewnością czeka cię podróż windą. Niestety zdecydowanie nie do nieba. Wsiadasz do tego metalowego pudła przyprawiającego o palpitację serca każdego klaustrofobika, a z tobą kilkoro podobnych do ciebie, już od rana zmęczonych, białych kołnierzyków. "Ale pogoda!", "W weekend były ćwiczenia z Chodakowską", "Charlotte? Już passe", "Zieeeew, znów poniedziałek" - te i im podobne frazesy, słyszysz za każdym razem. Albo nie słyszysz nic, bo współpasażerowie się albo nie kojarzą, albo zwyczajnie nie chce im się ust otwierać do przedstawicieli swego gatunku. Starczy im gadania z własnym mózgo-potworami (firmowi alieni) i domowymi kotami w liczbie trzech (stare panny po przekroczeniu daty ważności). Ich smutne twarze opuszczą wnętrze puszki wybąkując pod nosem "dziękuję". Zawsze się zastanawiam, za co? Że tak jak ja musiałeś do tej windy wsiąść, bo podróż po schodach na 10 piętro jawi ci się jako nie przymierzając, maraton? Czy za to, że jak jak gapiłeś się w ścianę obok lub ekran smartfphona udając niesamowicie zajętego? A może dziękujesz, że udało się nam przetrwać bez wzajemnego zatruwania się bąkami? W sumie to ostatnie nie jest takie głupie...


 źródło: kwejk.pl

Sytuacji podobnych do powyższych znasz z pewnością więcej. Każdy z nas ma takie, których nienawidzi z całego serca. Szef zaczyna "żartować" na firmowych spotkaniu, koleżanka z biurka obok po raz setny w tym tygodniu opowiada o zielonych kupkach dziecięcia swego, spłuczka w firmowej toalecie znów odmówiła posłuszeństwa, a Ty musisz oglądać dzieło swojego poprzednika... Ale starczy tego na dziś. Może wy podzielicie się swoimi najbardziej znienawidzonymi sytuacjami dnia codziennego? Piszcie w komentarzach. Pośmiejemy się razem.

Categories:

4 komentarze:

  1. ostatni punkt jest tak bardzo niejasny, jak tylko się da. Krytykujesz w końcu rozmowy w windzie, brak rozmów w windzie, rozmawianie w windzie tylko ze znajomymi, czy też rozmawianie z nieznajomymi? Nic się z tego wyczytać nie da.

    A co do ruchomych schodów - w Polsce nikt chyba nawet nie wie o istnieniu takiej zasady ;) Za to można zaobsewować ciekawe zjawisko - kiedy ruszy się pierwsza stojąca osoba, cała reszta schodów rusza za nią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Z tym czwartym punktem chodziło mi zarówno o tę niezręczną ciszę jaki i o te błahe rozmówki, codziennie te same. A może to ja po prostu wyłapuję takie niuanse jak cisza brzęcząca w uszach czy krzyk nieciekawych historyjek. W każdym razie przyjrzę się temu punktowi jeszcze raz. Faktycznie nie dla każdego może być jasne co autor miał na myśli. Dziękuję za zwrócenie uwagi :) Postaram się pisać jaśniej.
      A co do zasady lewa wolna. Myślę, że jednak Polacy ją znają ale z lenistwa nie chce im się jej stosować. Podróżuję codziennie metrem, przy każdych schodach ruchomych jest piktogram z ludzikiem stojącym po lewej stronie schodów i napisem "lewa wolna". Kto widzi dalej niż czubek swojego nosa tą informację dojrzy i się do niej zastosuje. A jeśli chodzi o ciekawe zjawiska. Ja zaobserwowałam jeszcze, że jeśli jedna para schodów ruchomych jest popsuta, to 90% użytkowników woli stać w gigantycznej kolejce do tych działających zamiast ruszyć kuper i te kilkanaście stopni pokonać na własnych nogach (pomijam tu osoby starsze, matki z małymi dziećmi etc.).

      Usuń
    2. tzn moze tutaj też działać to, że dla mnie są obce sytuacje związane z windami, bo jak tylko mogę, to ich unikam. A nie mieszkałam ani nie pracowałam nigdy na tyle wysoko, żeby być zmuszoną do korzystania. Wiec bierz na to poprawke :)

      Usuń
    3. Ano właśnie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ale mimo wszystko Twoja uwaga co do stylu pisania była trafna i dla mnie cenna. Konstruktywna krytyka to jest to co lubię. :)

      Usuń