poniedziałek, 17 marca 2014

Biegnij, Margo, biegnij! (aż wyplujesz płuca)

Nowe legginsy - są, oczojebnie różowy stanik - jest, jeszcze bardziej oczojebna pomarańczowa bluza - też jest. A i jeszcze buty. Z Decathlona. Za 99zł. Promocja była. Też są.


Tak pięknie ubrana, niczym ze sportowej gazetki Lidla, wychodzę z mojej dziupli, aby pobiegać. A nie przepraszam. Udaję się na jogging. Żeby już od progu poczuć moc jaką daje bie... tfu, jogging zbiegam truchcikiem po schodach, w końcu 8 pięter to nie byle co. Prawie jak rozgrzewka. Dumna niczym paw zalotach wychodzę przed mój blokhaus i zaczynam się wyginać. Sąsiedzi to muszą mieć ubaw. Moja pupa, rozmiar L, wypina się na prawo i lewo, cyc podskakuje, łapki robią śmigła. Rozgrzewka drodzy państwo być musi. Blokersi po sąsiedzku szczerzą się niczym rekiny, filozoficznie komentując "patrz jaka, k..., sportsmenka". Sąsiadka z parteru wygląda przez okno. Kątem oka widzę jak woła Staszka, "co by se popatrzył", ale nie za długo, bo jeszcze oślepnie. No nic. Niech patrzą. Niech komentują. Ja tu sport uprawiam, a nie, kurcze, na kanapie zalegam. 

Ciało rozgrzane, para bucha niczym z parowozu, czas na porządny trening. Gotowi, do biegu, start! I.... "najpierw powoli jak żółw ociężale/ Ruszyła maszyna (...) ospale. / (...) I  [w] biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,/I dudni, i stuka, łomoce i pędzi." No mniej więcej tak to wygląda.
Albo raczej tak:


Pierwsze 5 minut to betka. Oddech spokojny, plecy proste, ruch sprężysty. 10-ta  minuta: troszkę dyszę, ale to nic, twarda jestem. W międzyczasie mija mnie dwoje biegaczy. Szczupła niczym trzcina modelka, wzrost 180 plus, słuchawki na uszach większe od mojej głowy. Pozdrawiam ją dłonią (no wiecie, taka reguła). Gdyby spojrzenie mogło zabijać, już latałabym z widłami obok Lucka. Trudno, widocznie za chuda jestem w uszach.

Biegacz nr 2 to niezłe ciasteczko. Klata wypięta, 3dniowy zarost, mięśnie ze stali. No nic tylko chrupać. Wydyszał do mnie "cześć" i ochota na ciastka przeszła. Nie wiem jak nazwać kompozycję zapachową, którą mnie uraczył. Odor de szczypior? Swąd a'la czosnor? Coś w ten deseń.


20-ta  minuta biegania, pot wlewa mi się do oczu, włosy obijają o czerwoną niczym piwonia twarz. Z fig zrobiły się stringi, już odechciało mi się je poprawiać. Wdech, wydech (POWIETRZA!), wdech, wyyyydech. Próbuję zastosować metodę zaawansowanych biegaczy i myśleć pozytywnie. Kilogramy spadają, pot to łzy tłuszczu... No wiecie takie tam hasła z poradników dla nieogarniętych. Wizualizacja mnie w wersji XS podziałała do tego stopnia, że mijając kolejnego towarzysza niedoli radośnie pomachałam, wycharczałam "cześć" i na koniec przeslałam całusa. Zbyt entuzjastycznie?


Z wypisanym na czole "KILL ME, PLEASE" patrzę na mój hiper ekstra wypasiony zegarek z gumową opaską, zakupiony, a jakże, na kolejnej promocji. A tam zaledwie 30 sec do końca. Nie wierzę! Dałam radę. 3, 2, 1 i juuuuż. "(...) Uch - jak gorąco! / Puff - jak gorąco!/Uff - jak gorąco! /Już ledwo sapie, już ledwo zipie (...)" ale żyję.

Człapię więc powoli w stronę mojego wielkopłytowego siedliska, uspokajam rozszalałe serce. Zawał to czy jeszcze nie? Wdeeeech - wyyyydech, wdeeeech- wyyydech. Czuję, że coś się dzieje z moim paszczakiem. Dotykam, zmarszczki jakieś. Czekaj, wiem! Ja się uśmiecham. Banan wykwitł mi na ustach taki, że by się małpa połasiła. A więc to są te magiczne endorfinki! Fajne. Prawie jak narkotyk, tyle że legalne i za darmo. O i jakoś lżej się wraca.
No to teraz jeszcze rozciąganie. Yyyypp, skrzyp, jakoś idzie. Prawa nóżka, lewa nóżka, rozkrok. Udo, łydka, ręka. Auć, ouć, boli.  Będą zakwasy. Były, ale do wytrzymania.


Jeszcze jakiś czas temu osobie, która powiedziałaby mi, że pokocham bieganie, kazałabym stuknąć się w głowę. I to mocno. Dziś, po kilku miesiącach mojej przygody z tym sportem, mogę śmiało wykrzyczeć "TAK, KOCHAM BIEGAĆ!" I cóż, że często muszę dać sobie konkretnego kopa w tyłek żeby ruszyć się z domu i pobiegać. Lenia hodowanego latami nie tak łatwo wypędzić. Ale powoli i on daje się rozruszać.



Podnoście więc tyłki z kanap i do biegu! Ku chwale wysportowanych, seksownych i zdrowych ciał!
Categories:

2 komentarze:

  1. no musiałaś sexy wyglądać ;) no ja nie długo też sie biore za bieganie, bo ostatnio zrobiłem 5 kółek po bieżni i mi sie spodobało :)/GUZIO

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosia świetnie piszesz! Powodzenia :) Marta G.

    OdpowiedzUsuń