sobota, 29 marca 2014

Zasady są po to żeby je łamać czyli 5 grzechów głównych rowerzystów i pieszych


Piękna to była sobota. Pełna słońca, śpiewu ptaków i uśmiechniętych ludzi wokół. Nie chciałam marnować tak ładnej pogody, więc wzięłam mojego M. za fraki i wybraliśmy się rowerami za miasto. I wszystko było by pięknie gdyby inni uczestnicy ruchu drogowego zechcieli stosować się do nakazów i zakazów, jakie na swojej drodze każdy rowerzysta i pieszy spotyka. Oto 5 grzechów głównych miłośników rowerowych i pieszych wycieczek.


ŚCIEŻKA ROWEROWA JEST DLA ROWERÓW, A CHODNIK DLA PIESZYCH

Jeśli znak nie głosi inaczej (np. nie widnieje na nim, poza wizerunkiem roweru, również para ludzików) to ścieżka, często w kolorze czerwonym, przeznaczona jest tylko dla rowerów. Niestety wielu pieszych ma tę zasadę tam gdzie słonko nie zagląda. Pal sześć, gdy to jest jakaś nieuważna babcia, za której młodych lat takowych ścieżek jeszcze nie było, ale zupełnie nie mogę pojąć, co ma w głowie młoda matka, spacerująca po ścieżce z wózkiem. Niech się taka zagapi albo niech rowerzysta nie wyhamuje w porę i tragedia gotowa.

Rowerzyści drodzy wy też pamiętajcie, że jeśli ścieżki nie ma, to zobowiązani jesteście jechać po ulicy. Tylko przy trasach szybkiego ruchu, gdzie jest zakaz poruszania się rowerem, możecie wjechać na chodnik. Ale pamiętajcie, że to wy jesteście na nim gośćmi. Nie przeganiajcie dzwonkiem idących po nim pieszych (no chyba, że się rozlezą jak krowy na całej jego szerokości). Odrobina empatii nam nie zaszkodzi.

JESTEŚMY TACY ZAKOCHANI, TACY ZAGADANI

Ja rozumiem, że randka na rowerze może być fajną alternatywą do ciemnego kina i oklepanej kawiarni, ale błagam wszystkie zakochane parki, przestańcie jeździć obok siebie. Szczególnie po bardzo wąskich ścieżkach rowerowych czy drogach leśnych. Porozmawiać możecie, gdy zrobicie sobie przystanek. Pamiętajcie, że zazwyczaj ścieżka rowerowa jest poprowadzona tylko z jednej strony ulicy i jeździ się nią w obu kierunkach. Jadąc obok siebie stwarzacie zagrożenie oraz uniemożliwiacie wyminięcie was innym rowerzystom. Po raz kolejny apeluję o odrobinę empatii i zdrowego rozsądku.

A SIĘ ZATRZYMAM... NA ŚRODKU ŚCIEŻKI

No ja bardzo państwa przepraszam, ale czy to trzeba komentować? Szkoda, że się jeszcze na niej nie położy...

TAKI PIĘKNY LAS, TO GO SOBIE ROZJEŻDŻĘ

W takich miejscach jak np. Las Kabacki są wyznaczone miejsca do poruszania się zarówno pieszo jak i na rowerze. Ja rozumiem, że każdy z nas ma w sobie żyłkę odkrywcy i chciałby na swoim super ekstra wypasionym i wyposażonym we wszelkie bajery sprzęcie, wszystkie zakątki spenetrować, ale jednak w jakimś konkretnym celu istnieją zakazy poruszania się w niektórych miejscach. Może żeby nie zajeździć cennej roślinności i nie przecinać ścieżek zwierząt? Leśnikiem nie jestem, ale myślę, że od tak zakazów tych się nie stawia (w każdym razie nie w lesie, bo na niektórych ulicach... to już inna historia). Uszanujcie więc, drodzy rowerzyści, cenną naszą florę i faunę i jeśli zobaczycie okrągły znak z czerwoną obwolutą z wpisanym w niego rowerem, to wiedźcie, że tam na dwóch kołach wam się poruszać nie wolno..

OBÓZ OBOK LASU? ROZPALMY OGNISKO!

Tak, tak drodzy państwo. Nie żartuję. Na ten genialny pomysł wpadło dziś, nie przymierzając, około 50-ciu jak nie więcej rowerzystów odpoczywających na polance tuż obok Lasku Kabackiego. Co prawda jest na niej kilka zadaszonych miejsc do spożywania posiłku i odsapnięcia po długiej jeździe, ale obok nich stoi duży znak "zakaz rozpalania ognisk". Kiedy na ową polankę dotarliśmy naszym oczom ukazał się taki oto widok:


Próbowałam zrobić zdjęcie, na którym było by widać zarówno ogniska jak i znak zakazujących ich rozpalania, ale niestety mój telefon szajsunga słaby jest w te klocki. W każdym razie możecie mi wierzyć, że tuż obok niego 3 rowerzystki rozpalały właśnie grilla. Może stwierdziły, że skoro to nie ognisko, to można? Swoją drogą zastanawiam się gdzie podziali się leśnicy? Dymu było dość sporo, więc nie trudno było go dojrzeć. Nie wiem, nie znam się, umysłem nie ogarniam.



No dobrze już koniec tego hejtu, bo jeszcze pomyślicie, że nic dobrego z tej mojej wycieczki nie wyniosłam. Przejechałam dziś 25 km na wypożyczonym rowerze (love Veturilo), zjadłam pyszne kanapki nad rzeczką w Konstancie (tuż obok tężni solankowej) i nawdychałam się czystego powietrza aż mi w głowie zawirowało:)


O tak dziś pięknie było:

 


A wy jak spędziliście dzisiejszą sobotę? Ma nadzieję, że równie aktywnie jak ja. polecacie może jakieś trasy rowerowe za Warszawą, które warto zwiedzić? Zostawcie propozycje w komentarzach.






0 komentarze:

Prześlij komentarz