poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Dieta - jak ją wybrać i nie zwariować?

Nie jedz po 18-stej, odstaw gluten, pij tylko wodę - mówią wam coś te hasła? Z pewnością nieraz trafiliście na podobne wskazówki na różnych portalach czy w kolorowej prasie. Co ciekawe, takie porady znajdziecie nie tylko w babskich gazetkach. Coraz więcej panów chce zacząć dbać o siebie, a co za tym idzie intensywnie poszukują informacji jak to zrobić. Pierwszym krokiem do zmian jest oczywiście dieta.


 Zarówno panie jak i panowie do wyboru mają dziesiątki rożnych diet, których zasady diametralnie się od siebie różnią. Na przykład jedna nakazuje bardzo ograniczyć węglowodany, druga pozwala na jedzenie jedynie 1000 kalorii dziennie, a inna radzi jeść tylko białko i ogromne ilości warzyw. Takie mrowie porad może zakręcić w głowie. Jak, więc pozbyć się zbędnych kilogramów i nie zwariować? Otóż w tym szaleństwie jest metoda. Należy użyć przede wszystkim... rozsądku.

Rozsądek powinien być podstawowym "składnikiem" każdej rozpoczynanej diety. Auć, dieta. Z tym słowem kojarzy mi się tak wiele przykrych słów - wyrzeczenia, rygor, ograniczenia. Brrr. Człowiek nie lubi się niczym ograniczać i być do czegoś zmuszanym, dlatego to słowo na "d" zawsze wiąże się u mnie ze smutnym grymasem twarzy. "Przechodzę na dietę" - groźne brzmi i automatycznie włącza mi w głowie obrazy wszystkiego czego nie będzie mi wolno jeść. Żegnajcie naleśniczki (ta niedobra pszenica), kochana pizzo będę za tobą tęsknić (znów pszenica i jeszcze ten ser!), nie opuszczaj mnie szarlotko (nie da się wyrazić słowami). Już na stracie się odechciewa.


I tu włącza się mój zdrowy rozsądek. Nie mówi się "przechodzę na dietę" ale "zmieniam nawyki żywieniowe". Nawyki to nie dieta, która często stosowana jest tylko przez kilka tygodni czy miesięcy. Nawyki to zmiana naszych codziennych zachowań na lepsze i na zawsze. I tych zmian można dokonywać stopniowo, a nie na hurra, odstawiając nagle wszystko poza wodą, chudym serkiem i warzywami. Obcięcie dziennej racji żywieniowej o ponad połowę (przeciętna kobieta przy pracy siedzącej powinna spożywać około 2000- 2200 kcal dziennie) to niesamowity szok dla organizmu. Serio chcesz fundować sobie głód i kiepskie samopoczucie na diecie 1000 kcal? Odpowiedź negatywna, prawda?


Przyjrzyjmy się innej diecie. Posiłki bez glutenu. Ale co to jest ten gluten? Ciocia wikipedia oświeciła mnie, że "to mieszanina białek roślinnych: gluteniny i gliadyny i występuje w ziarnach zbóż: pszenicy, żyta i jęczmienia" Czyli, że wszystko co z mąki powstaje? Zaraz ale dlaczego mam tego "glu" nie jeść? Aaa, bo jelita zatyka. Ale, że wszystkim tak zatyka? A nie. Tylko 1% populacji. Coś duży ten jeden procent skoro, z każdego babskiego pisemka i co drugiego portalu krzyczą do mnie tytuły artykułów "nie jedz glutenu!", "gluten - zło wcielone", "gluten = nadwaga". E coś mi tu pachnie robieniem nas w bambuko. To, że jedna czy może dwie gwiazdeczki mają nietolerancję tych białek i po odstawieniu zrzuciły trochę ciałka, nie znaczy, że nagle wszyscy powinniśmy tak postępować. Ot kolejna moda, która niedługo minie, jak to z modami bywa. Odstawienie glutenu? No, thanks.


Dobrze, to może jeszcze jedna, do niedawna niesamowicie popularna dieta. Oczywiście mam tu na myśli Dukana. Dieta podzielona na etapy, opierająca się głównie na spożywaniu bez ograniczeń ogromnych ilości białek, potem łączymy je z warzywami i niewielką ilością owoców. Węgle z innych produktów też w dalszej facie diety są dozwolone ale oczywiście w bardzo ograniczonych ilościach. Może na początku jest fajnie, bo chudnie się ekspresowo. Jesz ile chcesz byle było to mięcho (panowie, brzmi nieźle) i chudy nabiał. Ale tak kuraka bez ryżu? A jakaś kanapeczka z wędlinką na kolację? Nie można, bo nie ta faza? Ech... Ale zaraz czemu dieta proteinowa straciła już na popularności? IW internetach piszą, że Dukan jest niebezpieczny dla zdrowia, bo doprowadza organizm do kwasicy a wraz z nią cierpimy na odwodnienie, osłabienie i senność, nudności i wymioty, bóle brzucha i w klatce piersiowej oraz zaburzenia elektrolitowe. Uuu, to ja dziękuję. Wolę mieć gruby tyłek niż chore nery.



Na szczęście zdrowy rozsądek czuwa i pomaga mi dojść do wniosku, że nie tędy droga. Błyskawiczne diety, ekspresowe spalanie i nadmierne ograniczanie samej siebie do nie dla mnie. Jedyną wartą stosowania "dietą" jest MŻ czyli mniej żreć. U mnie działa jako skrót ŻWAM czyli żreć wszystko ale mniej. Do tego dodajemy RD czyli rusz dupę. Nagle coś zaczyna się dziać nie tylko z za dużym tyłkiem. Przybywa mi energii, chęci do działania i jakoś tak więcej życzliwości dla świata (ok, idiotów i leni intelektualnych nadal nie cierpię). Nie bawię się już w liczenie kalorii (jak to bywało za czasów młodości chmurnej i durnej), nie głoduję wieczorami, bo przecież już po 18-nastej i nie patrzę tęsknie w stronę drożdżówki z jabłkiem. Chcę to jem, ale potem idę pobiegać, pojeździć na rowerze czy poszaleć na maszynach w siłowni. Albo zaciągam mojego M. pod kołdrę ;).


Wszelkie diety cud należy między bajki włożyć. Nie wierz, że jedzenie lub nie jedzenie o konkretnej godzinie sprawi, że schudniesz (znów ta magiczna 18-ta). Olej wszystkie modne diety lub podchodź do nich z dystansem, bo musisz pamiętać, że każdy organizm jest inny i to co zadziałało na twoją koleżankę zza biurowej ścianki, wcale nie musi zdać egzaminu u ciebie. Jedyne co powinieneś/aś wykreślić ze swojego codziennego jadłospisu to produkty z torebki. Wszelkie sosy, zupy, fixy, placki ziemniaczane (sic!) w proszku to sama chemia i nawet w małych ilościach negatywnie wpływa na nasze zdrowie. Własnoręczne zrobienie sosu do mięsa czy staracie ziemniaków na placki nie jest wcale takie trudne jak mogło ci się  wydawać. Pisze ci to kobieta, która do 18 roku życia jedyne co potrafiła ugotować to woda na herbatę i jajka na twardo. Serio, serio.

Zatem drodzy czytelnicy w podejmowaniu codziennych zadań (w tym przechodzenia na dietę zmian nawyków żywieniowych) życzę wam zdrowego rozsądku. Naprawdę DUŻO rozsądku.

3 komentarze:

  1. Bardzo rzeczowy i mądry tekst. Muszę tacie dać do przeczytania. Szkoda, że dopiero teraz.
    J.
    :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tata w sidła której diety wpadł? :)

      Usuń
    2. Na szczęście trafił na kompetentne osoby, których wnioski pokrywają się z Twoimi.
      Pozdrawiam!

      Usuń