czwartek, 17 kwietnia 2014

Im mniej tym lepiej czyli wstęp do minimalizmu


- Ależ tu ciasno! Ciuchy same wychodzą z szafy, a półki pełne są jakiś starych papierów - pomyślałam kilka tygodni temu. Postanowiłam coś z tym zrobić i zaplanowałam systematyczne pozbywanie się rzeczy zbędnych, które zagracają mój i tak mały pokój. Zakasałam rękawy, włosy związałam w kok i wzięłam się do roboty. Powiem wam, że łatwo nie było.


Zaczęłam od przejrzenia kilku pudeł, które leżały poupychane w różnych kątach pokoju. W jednym z nich znalazłam bilety z 3 ostatnich lat. Teatry, kina, koncerty, opłata za parking w Czechach, karty meldunkowe z campingów. Dużo tego. Jeszcze jakieś rachunki, torebeczki z logotypami odwiedzonych 2 lata temu zagranicznych miasteczek. I zdjęcia eks z którym je zwiedzałam. Wzięłam głęboki oddech i mojemu wewnętrznemu chomikowi powiedziałam: "żegnaj się z tym badziewiem. Czas dorosnąć i przestać żyć przeszłością". Raz, dwa  i hop - wszystko wylądowało w worku na śmieci. Stałam się lżejsza o jakieś 2 kg papierów i 3 lata wspomnień na nich zapisanych. Dość przerzucania ich  z miejsca na miejsce.

Podobne "oczyszczanie" przeszła moja szafa i szuflady. Z szafy wyrzuciłam wszystkie ciuchy i zaczęłam przymierzać. Okazało się, że jakieś 50% tego co trzymałam na wieszakach było albo za duże albo za małe, wyblakłe, rozciągnięte lub po prostu nie zakładane bo nie, od co najmniej 2 lat. Rzeczy nienoszone wystawiłam na aukcji lub oddałam potrzebującym, a te już zupełnie do niczego wyrzuciłam na śmietnik. Szafa odżyła, zrobiło się w niej luźniej, jakoś tak przestronniej.

Szuflady opróżniłam z rzeczy, które opisać można zdaniem "a może się jeszcze kiedyś przyda". Do kosza trafił więc stary portfel z poprzecieranymi przegródkami, wyschnięte lakiery do paznokci, przeterminowane kosmetyki, różnego rodzaju karteczki itp. Znalazłam też sporo kosmetyków, które nigdy nie były otwierane, ale ich ważność nie upłynęła. One też trafiły na jeden z portali z ogłoszeniami. Przestrzeń odzyskana. A i groszy parę do kieszeni wpadło.

Podobne porządki przeprowadziłam w pozostałych pomieszczeniach. Z łazienki zniknęły przeterminowane odżywki, stare maszynki, pudełeczka po maseczkach "które na pewno do czegoś mi się przydadzą". Postanowiłam dodatkowo nie kupować nowych  kosmetyków, póki nic zużyję tych posiadanych. Pięć różnych szamponów prędzej się przeterminuje niż uda mi się je zużyć, mimo codziennego mycia skalpu.

Przede mną jeszcze długa droga do całkowitego minimalizmu. Nadal mam sporo rzeczy, z którymi trudno mi się rozstać. Jakaś ulubiona sukienka, notatki ze studiów, pamiątki... Krok po kroku staram się przekonywać samą siebie, że to przecież do niczego mi się nie przyda. Na przykład takie bibeloty to tylko kurzołapki. Nawet to ładne nie jest...


Walka z samą sobą jest trudna. Wygrałam kilka małych bitew, ale przede mną jeszcze sporo starć. Nie mnie jednak jestem z siebie dumna. Mieszkanie wydaje się teraz przestronniejsze i dzięki temu łatwiej mi w nim wypoczywać.

A wy jesteście chomikami? Zbieracie bileciki, notatki, małe bzdurki, z którymi trudno się wam rozstać? Toniecie w morzu rzeczy czy jednak odwrotnie? Wasze życie to minimalizm w czystej postaci?

5 komentarzy:

  1. W moim pokoju można chyba wszystko znaleźć, chyba jeszcze puste pudełko po pizzy sprzed 2 lat lol Naprawdę, niesamowity ze mnie leń co do sprzątania pokoju, ale nie czuję potrzeby sprzątania, jest mi tam dobrze, nie leży tam żadne zepsute jedzenie ani nic tego typu. Jest wszystko czyste, ale po prostu nie w tym miejscu gdzie trzeba, wszystko wszędzie jest porozrzucane, na biurku, łóżku, krześle... eh.

    HUBSOOO.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
  2. HA! O tym właśnie rozmawiałyśmy ;) U mnie największe sprzątanie miało miejsce rok temu. Musiałam po kilku latach wyprowadzić się z mieszkania studenckiego a przy okazji ogarnąć pokój w domu rodziców, w którym praktycznie już nie mieszkam. Zaczęłam od szaf z ubraniami - poszło 5 worków ciuchów (połowa oddana koleżankom, część sprzedana, reszta dla potrzebujących). Później wzięłam się za strych (rodziców też wzięło na porządki, więc musiałam przejrzeć swoje pudła). Znalazłam tam jakieś stare książki do nauki, dużo notatek (jeszcze z czasów gimnazjum) i jakieś śmieci, które do tej pory nie wiem po co trzymałam ;) I znowu selekcja - bratanek w tym roku pisze egzamin gimnazjalny, oddaję notatki i książki z tego okresu ;) notatki ze studiów zostały - czekają aż przyjdzie na nie czas, by sprzedać lub po prostu oddać ;)

    Jedyne pudło jakie zostawiłam w domu rodzinnym, to te z zabawkami - piękne misie, lalki jak nowe, książeczki dla dzieci ... dziś, czekając na bratanicę wiem, że to była dobra decyzja ;) nie oddałabym swoich ukochanych zabawek z dzieciństwa byle komu - chcę mieć pewność, że zostały w rodzinie i ktoś będzie o nie dbał i je doceni ;)

    Wczoraj natomiast pakowałam się w warszawskim mieszkaniu na wyjazd na Święta do Rodziców ... wywozimy dwa pudła (ciuchy "robocze" do pracy w ogrodzie oraz ... rzeczy praktycznie nowe ale za małe) :D zostały nam jeszcze 2 szafki do opróżnienia... Wiem, że znajdę tam ubrania, które sprzedam ;) ale to po Świętach ;)

    Ps. Ja też mam pudełko wspomnień ... zostanie ze mną mam nadzieję do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa mój dłuuuugi komentarz się skasował ;( i jakoś weny brak, by znowu od początku pisać :P
    Ja znowu wywożę dwa pudła dziś z Warszawy ;) a po powrocie zrobię zdjęcia ubraniom i sprzedam ;)
    Jedyne, co mam nadzieję zostanie ze mną, to pudło wspomnień, które zapełnia się od 3 lat ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skasował się. Stosuję na blogu moderację ;)

      Usuń
  4. Wezmę się zawezmę, zacisnę zęby i wywalę zalegające zbędne przedmioty. To musi być fajne uczucie:)

    OdpowiedzUsuń