środa, 23 kwietnia 2014

Obs za obs, kom za kom czyli żebry po blogersku

Jeśli chodzi o blogowanie to jestem świeżakiem. Liczba stałych czytelników nie jest duża, ale wiem, że są to ludzie, którzy naprawdę chcą czytać to, co piszę. I na takich osobach zależy mi najbardziej. Nie bawię się np. w SEO, bo po pierwsze na tym się nie znam, po drugie póki co nie bardzo mi się chce, a po trzecie jakoś nie widzę w tym sensu.


W swoich postach lubię przekazywać emocje. Jeśli coś mnie wkurza, piszę o tym. Jeśli cieszy, również. Nie wyobrażam sobie siebie siedzącej nad wpisem 2 dni, dopasowującej zdania pod konkretne słowa, co by mnie wujek Google dobrze wypozycjonował. Tytuł ma zachęcać do przeczytania całego wpisu, ale nie znaczy to, że ma być jakimś niezwiązanym z tekstem hasłem - haczykiem na czytelnika.To przecież nie pudelek czy inny plotek. To blog z aspiracjami. Może i górnolotnie oraz na wyrost ale cóż... sky is the limit.

Każdy młody bloger (i wiekiem i blogowym stażem) chce swoje "dziecko" wypromować. Ima się wszelkich sposobów, pisząc o nim gdzie się tylko da. W sieci mnóstwo jest stron wspierających blogerów i pozwalających na zamieszczanie info o ich stronach. Na facebooku również powstało wiele grup, które dają szansę powiedzieć szerszemu gronu odbiorców, że jestem i zapraszam. Sama do kilku tych grup należę. Wielu moich czytelników dzięki nim do mnie trafiło. Dzięki, że jesteście!

Wśród nowych twórców jest niestety wielu spamerów. Niby coś piszą, fotki wrzucają, ale w rzeczywistości zależy im jedynie na setkach obserwatorów w google plus oraz klikaniu w "banerki". I to doprowadzające do szału "obs za obs, kom za kom". WTF?! Młody blogerze co ci da pojawienie się mojego ryjka w widżecie google "obserwatorzy"? Czy to jakaś nowa moda, jak z pokemonami? Złap je wszystkie? No nie ogarniam.

Po co ci n-ty komentarz w stylu "Fajny blog! Obserwuje i liczę na rewanż. Zapraszam do siebie!"? Stawiasz na ilość czy na jakość komentarzy? Bo ja na to drugie. Wolę posiadać mniej "komciów" ale mieć pewność, że komentator naprawdę tekst przeczytał. Teksty udostępniam w internecie po to, żeby ktoś je czytał, dyskutował o nich i czerpał z nich wiedzę. Moje wpisy to zazwyczaj czysta ironia sarkazmem podszyta, ale też znajdziesz tu moje opinie dotyczące tematów, które poruszają tłumy zarówno w wirtualu, jaki i w realu. Zastanów się, więc czy zależy ci martwych duszach, które twój blog odwiedzą tylko raz by zostawić na nim link do siebie, czy na realnych, zaangażowanych czytelnikach?

Jako bloger wyznaję zasadę, że należy się wzajemnie w swoim pisaniu wpierać. W ulubionych, obserwowanych i zalajkowanych na fejsie mam dużo blogów, które odnalazłam dzięki wspomnianych wcześniej grupach, bądź co bądź, wzajemnej adoracji. Czytam je regularnie, czasem komentuję jeśli temat w jakiś sposób mną poruszy. Nigdy nie zostawiam linka do siebie, bo czytani przeze mnie blogerzy po pierwsze nie życzą sobie takich "reklam", a po drugie są na tyle inteligentni, że potrafią na mojego bloga trafić, chociażby przez profil google, z którego przy komentowaniu zazwyczaj korzystam. Jeśli więc wasze konta powiązane są z prowadzonym przez was blogiem, to gwarantuję wam, że zarówno bloger u którego komentujecie, jak i jego czytelnicy do was zajrzą. Od tego jak i co piszecie zależy już czy u was na dłużej zostaną. Spamowanie adresem bloga oraz żebranie o obsy i komcie od wizyty u was skutecznie odstrasza.

To tyle na dziś. Nie zjedzcie mnie w komentarzach, bo bądź co bądź chcę dla was dobrze. Buźka!
Categories: ,

9 komentarzy:

  1. A po cię zjadać, skoro masz rację?
    Też korzystam z grup. Głównie dlatego, że posty z fanpage są ograniczane przez facebook. Google + działa o wiele lepiej pod tym względem.

    Niedawno rozmawiałam z ludźmi z agencji marketingowej. Z rozmowy wynikło, że dla firm nie jest tak ważna liczba UU, czy lajków na fejsie ale zbudowanie wokół bloga społeczności - i to tworzą prawdziwe komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zauważyłam, że z tygodnia na tydzień według statystyki moje posty na FB widzi coraz mniej osób. Czyżby nadeszła era Google+?

      Usuń
  2. Całkowicie się z Tobą zgadzam, chociaż sam podpisywałem się u Ciebie linkiem - mnie to nie przeszkadza, może dlatego, że "niszowość" mojego bloga ogranicza ilość takich "pustych" komentarzy, o jakich piszesz. Skłamałbym, mówiąc, że nie chciałbym mieć więcej czytelników, ale też nie dla ich ilości, tylko dla inteligencji. Sam obserwuję tylko kilka blogów, których tematyka albo forma do mnie przemawia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwa bloga jako nick komentującego zupełnie mi nie przeszkadza. Taki "podpis" nawet ułatwia mi kontakt z twórczością komentatora. Drażniące jest wplatanie pod koniec wypowiedzi typu "fajny blogasek" swojego adresu bloga. To dla mnie sygnał, że komentator przeczytał co najwyżej tytuł posta. Z resztą takich komentarzy już nie publikuję. :)

      Usuń
  3. Świetny post - totalnie się z Tobą zgadzam i w pełni rozumiem! :) Od niedawna prowadzę bloga typowo lifestylowego - trochę mody, trochę kosmetyków, trochę kulturalnie o wyjazdach, wyjściach itp. i nie liczę na ogromną rzeszę "fanów", którzy na fan page od czasu do czasu klikną "lubię to" i będą zaśmiecać bloga komentarzami typu: "fajny blog. obserwujemy?". Wolę pisać dla węższego grona rzetelnych czytelników (ale przede wszystkim dla siebie, bo sprawia mi to ogromną przyjemność), którzy przeczytają post od początku do końca (ja nawet o lakierze do paznokci nie potrafię krótko pisać :P), podzielą się swoją szczerą opinią na dany temat, odwiedzą, wesprą. Też należę do grup (dwóch) na facebooku, bo teraz bez tego niestety ciężko dotrzeć do większego grona nowych osób, które tak bardzo lubię poznawać i które byłyby zainteresowane tematyką akurat mojego bloga.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ile notek na takich blogach jest o niczym? mnóstwo zdjęć kwiatów, stylizacji bez stylu.
    ale i tak wolę, aby młodzi mieli takie hobby, aniżeli inne o wiele gorsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś widziałam post, mniej więcej tej treści "nie chce mi się pisać, ale napiszę, że mi się nie chce" O_o. Taka zapchajdziura, Ale co do hobby to się z Tobą zgodzę. Lepsze zdjęcia kwiatków i słabych stylizacji niż szlajanie się z piwkiem i szemranym towarzystwem po osiedlach.

      Usuń
  5. Po przeczytaniu tego posta od razu polajkowałam wszystko co możliwe u Ciebie hehe :)
    Też ostatnio poruszałam ten temat na jednym z moich dwóch blogów i nie, nie wyślę Ci linka, ani nie wymagam zaglądania do mnie hehe. Natomiast ja będę Cię odwiedzać, bo podoba mi się Twoje miejsce w sieci, a przemyślenia są bliskie moim :)Pozdrawiam i życzę tylko prawdziwych i wiernych obserwatorów, bo tacy są wartościowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już obczaiłam oba Twoje blogi i dopisałam do swojej listy must read. Nadajemy na podobnych falach sister, więc spodziewaj się, że nie raz mój komentarz na swoich blogach zoczysz. ;)

      Usuń