poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wyznaję wiarę w biegacza jedynego...

Wkurzyłam się. Nadepnięto mi na odcisk i to mocno. Oto niejaki Dominik Zdort, dziennikarz Rzeczpospolitej, w swoim wydumanym felietonie uznał biegaczy za ludzi niespełna rozumu. Używając eufemistycznego określenia "ludzie o niebyt subtelnej umysłowości" obraził tysiące, jeśli nie miliony miłośników tego sportu. A to dlaczego? Bo sobie w niedzielę autem nie mógł pojeździć.




Pan Zdort zarzuca biegaczom, że biorą udział w wielkich imprezach takich jak ostatni Półmaraton Warszawski i zbliżający się Warsaw Marathon (sponsora nie wymienię). Pisze, że bieganie jest dla nich jak religia, (bo do kościoła to się chodzić nie chce). A ja się pytam i co z tego? Co z tego, że mają pasję, która napędza ich do działania. Dlaczego mają marnować 45 minut swojego życia na słuchanie kazania w kościele, które do nich nie trafia, bo przekaz jest nazbyt archaiczny. Czemu nie mają spędzić tego czasu na świeżym powietrzu, poprawiając swoją kondycję, osiągi i przy okazji sylwetkę. Ano nie wolno, bo panu felietoniście przeszkadza.

Pan Zdort przyznaje, że sam nie biega, nie lubi i nie będzie nawet próbować. Woli rower. Biegaczom zarzuca to, że są monotematyczni w rozmowach. Ciągle te GPS-y, gadżety i nowe modele butów. A co w tym złego, że pasjonują się czymś i chcą wymieniać się informacjami na ten temat? Podobnie zachowują się rowerzyści, kierowcy czy miłośnicy produktów Apple. Zarzut, że sprzęt do biegania jest horrendalnie drogi i nabija kiesę jego producentom jest również nietrafiony. Owszem profesjonalny sprzęt kosztuje krocie, ale czyż porządny rower czy dobry samochód są tanie? No właśnie.

Jestem biegaczką, wciąż początkującą. Najdłuższy dystans, jaki w życiu przebiegłam to 10 km. Był to jeden z tak znienawidzonych przez pana Zdorta biegów ulicznych. Po jego zakończeniu myślałam, że płuca wypluję, ale szczęście mnie wręcz rozpierało. Cieszyło mnie to, że pokonałam swoje słabości i dałam radę w całkiem niezłym czasie, pokonać do niedawna nieosiągalny dla mnie dystans. Razem ze mną biegli profesjonaliści i amatorzy. Młodzi i starzy. Grubi i chudzi. Połączyła nas miłość do biegania, chęć pokonania samych siebie.


Panu z Rzepy życzę, by odnalazł swoją pasję tak jak my. Może zamiast przemierzać Warszawę w dusznym aucie (cóż, że klimatyzowanym) warto odstawiać je na parking i poruszać się czasem na własnych nogach? Może zamiast denerwować się, że ulice zamknięte, bo właśnie odbywa się jeden z wielkich biegów, warto wziąć rodzinę na jego trasę i pokibicować? Spróbować, choć raz poczuć tę atmosferę? Może spotkamy się gdzieś przy barierkach krzycząc wniebogłosy "Dajesz!”, „Dobrze ci idzie!”, „Nie poddawaj się!” A może nie, bo Pan będzie znów stał zły w korku, kiedy my biegacze będziemy zdobywać kolejny szczyt swoich możliwości. I kto wtedy będzie głupiej wyglądał?

9 komentarzy:

  1. Ja trenuję bieganie i nie widzę w tym nic złego.
    Darzę wielkim szacunkiem każdego biegacza i życzę Pani wielu sukcesów ;>
    Również nie rozumiem toku rozumowania tego dziennikarza.
    lets-her-go.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Biegłem w tym biegu i był to bieg mojego życia w ostatnich latach :) A ty Małgoś, kiedy uderzasz w kolejny bieg masowy? Pasowałoby temu osiołkowi znowu coś zablokować :) Fajny tekst. Pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze muszę potrenować zanim znów stanę na starcie. Zima mnie rozleniwiła strasznie. :/

      Usuń
  3. Kiedyś bieganie było jedną z moich pasji dzisiaj nie potrafię się zmotywować do jakiegokolwiek ruchu, dlatego, że wciąż choruje. Próbuje zacząć aktywność fizyczną i za chwilę znów jestem chora...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdroszczę :( Ale czasem faktycznie tak jest, że chcemy a nie możemy, bo to nie od nas samych zależy. Jeśli nie coś intensywnego to może spacer? Zawsze jakiś ruch i może zahartować się pozwoli. W każdym razie zdrowia życzę!

      Usuń
    2. Dziękuje:) Mam nadzieję, że już niedługo będę w pełni sił. Mój karnet na siłownie czeka już miesiąc.

      Usuń
  4. Nie czytuję ani Rzepy, ani Pana Zdorta, ale aż trudno mi uwierzyć, że ktoś się publicznie tak kompromituje - może zbyt subtelną ironią się posłużył? Z drugiej strony - z nie takimi dziwactwami ludzie się obnoszą i jeszcze zyskują poklask...
    Osobiście też wolę rower, ale to dlatego, że biegać mi się nie chce i jestem pełen podziwu dla wszystkich, którzy potrafią się przemóc. Respect!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to była ironia to nie byłoby o czym gadać.

      Usuń
  5. O, kolejna wyznawczyni "biegactwa", witaj:)))

    OdpowiedzUsuń