środa, 7 maja 2014

Nie każdy studia mieć musi

Jest maj, wokół kwitną kasztany a wraz z nimi maturzyści próbujący zdać najważniejszy egzamin w życiu. Przygotowywali się do niego przez całe 12 lat edukacji, intensyfikując swoją naukę przez ostatnich lat trzy. A to wszystko po to, by przez kolejnych lat kilka studiować nie zawsze wymarzony kierunek. Bo przecież od najmłodszych lat powtarzano im, że nauka to potęgi klucz i że studia mieć trzeba. Studiuj byle co i byle gdzie, ale miej papierek, że wykształcenie wyższe posiadasz. I tu w mojej głowie pojawia się pytanie: ile takie wykształcenie jest warte? Moim zdaniem niewiele.


W czasach gdy służba wojskowa była obowiązkowa zaczęły w Polsce wyrastać jak grzyby po deszczu uczelnie wyższe i szkoły policealne. 90% z nich posiadało kierunki tylko humanistyczne czyli takie do których nauczania wystarczy wolne pomieszczenie, parę krzeseł, wykładowca i kilku słuchaczy. Koszt niewielki, a zyski spore. Takie szkoły pozwoliły na studiowanie praktycznie każdemu kto się do nich zapisał. Wystarczyła jako tako zdana matura, wpisowe oraz deklaracja opłacania na czas czesnego. Z okazji zdobycia "mgr" przed nazwiskiem skorzystały tysiące młodych osób, które nie miały szans dostać się na renomowane uczelnie wyższe poprzez normalną aplikację ściśle powiązaną z wysokimi wynikami uzyskanymi na egzaminach (kiedyś wstępnych, dziś maturalnych). 

Studiować, więc zaczęły wszystkie Mietki i Mariolki (imiona przypadkowe), które miały problemy ze skleceniem poprawnego zdania w języku ojczystym, nie mówiąc już o prawidłowej jego pisowni. Studiują, bo cięgle słyszeli, że da im to prestiż, duże pieniądze, a niekiedy władzę. Owszem, dzięki wyższemu wykształceniu zdobycie tego wszystkiego jest możliwe, ale nie obejdzie się bez ciężkiej pracy i posiadania już solidnego zaplecza intelektualnego. A o tym już nikt nie wspominał. Płacę to wymagam, tak? Więc na egzaminach ściągam, a prace semestralne i magistra pobieram z internetu. Nie umiem nic, ale 3 literki przed nazwiskiem mam. 

A potem tak absolwent idzie szukać pracy. I dziwi się niezmiernie, że go nigdzie nie chcą. Jakieś praktyki na studiach odbywał? Nie, a trzeba? Pracował może dorywczo? Nie, rodzice za wszystko płacili, nie było potrzeby. To może w organizacjach studenckich się udzielał? A co to takiego? Co umie? Word, Internet i trochę PowerPoint. Coś po angielsku wyduka, tabelkę w Excelu zrobi i pokoloruje. To co na studiach robił? Celebrował studenckie życie, oczywiście. Picie, palenie, imprezy do rana. Takie tam. 

Powiecie: niemożliwe i przesadzasz. A ja wam powiem: nic z tych rzeczy. Skończyłam studia humanistyczne. Uczyłam się zarówno na uczelni prywatnej jak i państwowej. I zdziwicie się, jak wam powiem, że na obu spotkałam takie wyżej opisane beznadziejne przypadki. Liczył się lans i bans, nie nauka. Studenci dziennikarstwa nie potrafili napisać własnego tekstu na zadany temat. Na dowolny z resztą też nie. Przebimbali 3 lata i dziwili się, że z pracą krucho. Część z nich dopiero rok temu obroniła pracę magisterską. I jak głupi byli, tak głupi będą. Ale za to w perfekcyjnymi pazurkami i błyszczącymi żelem skalpami.

Nie twierdzę, że prywatne uczelnie, to zło wcielone i służą tylko produkcji bezwartościowych licencjatów i magistrów. W życiu różnie bywa i czasem może zabraknąć na maturze kilku punktów, by dostać się na wymarzony  kierunek na UW czy UJ. Wtedy można startować za rok lub skorzystać z oferty szkoły prywatnej. Jeśli tylko się chce, to wyniesie się z niej wartościową wiedzę, zdobędzie kontakty i bez trudu odnajdzie na rynku pracy. Znam wielu absolwentów prywatnych uczelni, którzy świetnie zarabiają i swoją wiedzą potrafią zagiąć każdego.

Nie mniej jednak nie da się zauważyć, że mamy w Polsce nadmiar studentów a deficyt specjalistów i zawodowców. W dużej mierze to wina polityków, nauczycieli i mediów, którzy przez ostatnich 25 lat powtarzali, że technika i zawodówki to relikt starego ustroju i że do takich szkół trafiają tylko nieuki i imbecyle. Dziś wiemy, że była to błędna propaganda. Nie ma nic cenniejszego na rynku pracy niż dobrze znający się na swoim fachu hydraulik, mechanik czy fryzjerka. Szkoda, że przestano inwestować w szkoły zawodowe i przypięło się do nich takie mylące łatki.

Apeluję tu do obecnego i przyszłego rządu, do nauczyli, mediów i rodziców by nauczyli się ostrożnego oceniania rzeczywistości. Przestańcie wmawiać społeczeństwu, że każdy musi mieć wyższe wykształcenie, bo lepiej wygląda to w europejskich statystykach. Wykształcony to nie zawsze równa się mądry. Droga młodzieży, a szczególnie wy kochani maturzyści, przemyślcie proszę jeszcze raz obrany przez was kierunek kształcenia. Czy serio chcecie iść na jakieś łatwe studia, by zdobyć bezwartościowy papierek? Jak to jest u was z nauką? Wiedza wchodzi do głowy z łatwością czy trzeba się za każdym razem natrudzić by zrozumieć co trudniejsze tematy? Nie ma się czego wstydzić, bo każdy jest inny i nie wszyscy zostaliśmy stworzeni do rządzenia światem. Choć każdy by tego chciał. 

Jeśli, więc lepiej wychodzi wam czesanie koleżanek, stylizacja paznokci czy naprawianie rzeczy wszelkich, to może lepiej pomyśleć o technikum lub szkole zawodowej? Lepiej posiadać solidny zawód niż niewiele dający nam skrót tytułu naukowego przed nazwiskiem. Lepiej być doskonałym kucharzem niż kiepskim urzędnikiem.

Nie namawiam was do rezygnacji z nauki, ale do ponownego przemyślenia jej kierunku i sposobu zdobywania wiedzy. Proponuję byście zaczęli podążać za marzeniami, a nie próbowali sprostać oczekiwaniom innych ludzi. Jeśli nie chcesz studiować prawa, to tego nie rób, bo przez brak pasji w sobie kiepskim prawnikiem będziesz. Uwielbiasz szyć? To może zawód projektanta jest dla ciebie? Nie słuchaj ludzi, którzy mówią ci, że z tej mąki to chleba nie będzie. Będzie jeśli tylko odpowiednio przygotujesz ciasto. Pracuj więc ciężko, realizuj swoje pasje i spełniaj marzenia a osiągniesz prestiż, duże pieniądze i może nawet władzę. I tego obecnym i przyszłym maturzystom życzę. Niech moc będzie z wami!

18 komentarzy:

  1. Sama studiuję inżynierię środowiska i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakąś pracę w zawodzie.Nie wiem czy będę robić magisterkę czy będę szukać jakiejś pracy na zwykłym szarym stanowisku już po inżynierze. Sama mam masę znajomych, którzy nie poszli do techników lub zawodówek. Część nawet pracuje teraz w zawodzie ale część dziewczyn pracuje np. w sklepach. U mnie na studiach dosyć szybko wykruszyły się osoby, które nie nadają sie na te studia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam chwile zwątpienia czy nie lepiej było pójść do gastronomika. Ludzie przecież jeść muszą, więc dobrzy kucharze potrzebni będą zawsze. Jednak magistra zdobyłam, pracuję w zawodzie który pośrednio z ukończonym kierunkiem studiów się łączy. Ale prawdą jest, że pracować zaczęłam już na studiach i dzięki temu o lata świetlne, a dokładnie o prawie 5 lat, wyprzedziłam na rynku pracy kolegów i koleżanki, którzy na studiach nic nie robili.

      Usuń
    2. Sama muszę w końcu zacząć szukać jakiś firm u których mogłabym się podszkolić. Na razie jestem pełna obaw bo jestem na 2 roku i gdy patrzę na moje przedmioty to do tej pory miałam 1 przedmiot związany ściśle z moim kierunkiem, a na dodatek dalej on trwa wiec obawiam się, że dalej jestem bezużyteczna dla pracodawcy. Na jakiej zasadzie pracowałaś na studiach? Bo ja mam wolny tylko jeden dzień w tygodniu wiec wątpię czy ktoś zechciałby mnie przyjąć w trakcie roku akademickiego.

      Usuń
    3. U mnie sytuacja była prostsza bo studiowałam zaocznie. Weekendy poświęcałam nauce a pozostałe dni pracy. Ta zaś początkowo w ogóle nie była związana z moim kierunkiem. Wykonywałam typowo studenckie zadania jak np. ankiety telefoniczne. 1 dzień wolny faktycznie nie ułatwia podjęcia pracy. A weekendy i praca dorywcza? Uważam, że każde zajęcie nas czegoś uczy. Cierpliwość, szacunek, opanowanie, kontakt z klientem - korzyści pracy w McDonald czy na kasie. Na studiach jest z resztą sporo innych możliwości rozwoju oraz zdobywania doświadczenie tak mile widzianego przez pracodawców. Koła studenckie, różne komitety, organizacja juwenaliów, gazetka... Pracodawcy lubią ludzi obrotnych i zaradnych. A jeśli takich grup na Twoich studiach brak, pozostają staże wakacyjne i praca na zastępstwo. Każda droga jest dobra. Wszystko zależy od Ciebie. :)

      Usuń
  2. Taka sytuacja z życia: mąż po technikum, otworzył działalność, prowadzi już firmę kilka lat.
    Przyszedł do niego praktykant, student - zero kreatywności i samodzielnego myślenia.

    Lubię się uczyć ale prawdą jest to, co napisałaś. W dzisiejszych czasach studia, zwłaszcza te nieprzemyślane, niewiele dają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męża gratuluję. Widać, że facet z głową na karku. A student zapewne w szkole był mistrzem... w ściąganiu. :)

      Usuń
  3. Niestety tak było, jest i będzie. Większość ludzi studia wybiera przez przypadek albo tylko dlatego, że taka jest rodzinna tradycja, którą trzeba ciągnąć. A potem mamy: niedouczonych lekarzy, którzy ściągali na egzaminach i nie potrafią postawić diagnozy. Aż strach chorować.
    Chcę studiować (a przynajmniej chce spróbować by potem nie mieć do siebie żalu, że nie spróbowałam) prawo. Od zawsze mnie ono fascynowało. Większość ludzi oczywiście mi odradza. Nawet obecni nauczyciele, co bardzo mnie wku...denerwuje znaczy. Raptem znaleźli się specjaliści od wszystkich zawodów świata i bawią się w psychologów. A może to zazdrość przez nich przemawia? Nie wiem.
    Wiem tylko jedno. Nie zamierzam się poddać, i słuchać tych wszystkich dookoła. Bo to moje życie i nikt za mnie go nie przeżyje. Mam zamiar spełniać swoje marzenia. Ten post mnie tylko w tym umocnił. Dziękuję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapomniałam dodać: ludzie mają dziwną manię szufladkowania i naklejania łatek wszystkiemu i wszystkim. Sama jestem po Technikum i nie czuję się jakaś gorsza z tego powodu. Wręcz przeciwnie. Mam pewnego asa w rękawie jakim jest zawód, którego uczyłam się przez te lata i w którym zdobyłam i cały czas zdobywam (poprzez pracę wakacyjną) doświadczenie.
    Nie boję się iść do przodu dzięki temu, bo gdy moja życiowa plansza każe mi się cofnąć do startu nie zostanę z niczym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś świetnym przykładem osoby, która wie co chce w życiu robić. Zawód już masz, więc jeśli na studiach ci nie pójdzie (oczywiście mam nadzieję, że jednak dasz radę :) ) to w życiu nie zginiesz. Powodzenia! Ps. jak matura? :)

      Usuń
    2. Też biorę opcję, że może mi nie pójść bądź po prostu po zobaczeniu choć kawałka tego świata fascynacja może minąć, ale trzeba żyć chwilą.
      Matura? Hmmm, z polskiego jestem zadowolona, z matmy ciutkę mniej (zastanawiam się czy to ciutkę da mi te wymarzone 30 % bo noga ze mnie kompletna), język...no dziś się pośpieszyłam i poszłam na maturę z niego , a tu się okazało, że mam dopiero w przyszłym tygodniu, więc czekam :)
      Nie dziękuję :)

      Usuń
    3. Matematyka - łączę się w bólu, mimo iż sama na szczęście zdawać jej nie musiałam.

      Usuń
  5. masz dużo racji w tym co piszesz, teraz na studia po prostu wypada iść, i nie ukrywamy, bardzo łatwo się na nie dostać, a jeszcze trudniej z nich wylecieć. a na studiach jest lepiej niż w szkole, nauka od sesji do sesji, praktycznie cały czas można nic nie robić. na swoim pierwszym kierunku miałam wrażenie, że się uwsteczniałam, dopiero drugi zaczął mnie rozwijać, ale nie do końca wiem czy coś związanego z nim będę robiła. tego jeszcze nie wymyśliłam. ;)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Całkowicie zgadzam się z tekstem! Przykładowo w Australii praktycznie nie ma bezrobocia, bo jak jest potrzeba wykształcania fachowców, to oni właśnie to robią. Fakt, że uczelnie są płatne, ale przynajmniej na starcie jest odsiew. Stypendium dla najlepszych załatwia sprawę ubogich i zdolnych. Reszta kształci się tak, aby znaleźć pracę w zawodach pożądanych przez państwo. Dlaczego u nas jest zupełnie odwrotnie? I to, co piszesz o lenistwie jest całkowitą prawdą. Przez całe studia staram się, wolontariaty, konferencje, praca dodatkowa. Nie jestem najlepszą studentką, ale przynajmniej mam co wpisać w CV. Osoby ze stypendiami będą szły z pustymi kartkami do pracodawców. Bardzo denerwuje mnie system edukacji w Polsce i brak zainteresowania ze strony polityków. Tutaj muszą być radykalne zmiany. Innego wyjścia nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się! Nie każdy musi iść na studia. Społeczeństwo buduje złe przekonania. Dużo lepiej uczyć się samemu, znaleźć swoją pasję i rozwijać się w tej dziedzinie. Im szybciej tym lepiej. Więcej o tym można przeczytać http://otworzumysl.pl/zycie/samodzielna-nauka/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam studiów i jestem dumna. Nie poszłam z premedytacją. Jeszcze nikt nie stworzył takiego kierunku, który by za mną nadążał ;) Żyje mi się dobrze. Podążam za marzeniami.A właściwie stawiam sobie cele i je osiągam. To takie proste...
    Maturę napisałam świetnie i bez stresu i nawet w tym momencie mogłabym usiąść i ją napisać. W średniej szkole byłam jedną z lepszych uczennic w szkole, a wychowawczyni do dziś gdy mnie spotyka ubolewa, że na studia nie poszłam :D Ja jakoś nie narzekam i nie chcę jej załamywać ile więcej zarabiam od niej mimo braku mgr przed nazwiskiem :D
    Papierek o inteligencji nie świadczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można nie mieć studiów i dobrze żyć? Można! Gratuluję :)

      Usuń
  9. Świetny artykuł. Naprawdę, to super mądre słowa tylko szkoda, że tak niewiele osób jest w stanie je usłyszeć.

    Ja na studia poszłam, bo mama chciała. Skończyłam prawo, bo mama chciała. Teraz widzę, że to było pięć lat zmarnowanego czasu, życia, pieniędzy (podręczniki przecież kosztują...). Nie bibmałam się na studiach. Na wszystkie wykłady karnie chodziłam, w domu wałkowałam materiał dodatkowy, praktyki odbyłam (nawet kilka nadprogramowych), średnią miałam niezłą. I co z tego? Już dwa lata minęły a ja nawet nie spojrzałam w kierunku aplikacji bo to tylko kolejne marnowanie czasu (znajomi, co się na aplikacje dostali nie są zadowoleni).

    Prawnikiem nie będę, nie mam do tego zacięcia. Ale mam inne pasje. Teraz, jako dorosła osoba, która się wyrwała spod opieki domu rodzinnego i przejrzała na oczy pracuję w wymarzonym zawodzie i rozwijam swoje pasje. Wiem, z czego chcę żyć, co robić w życiu. Szkoda tylko, że robię to z pięcioletnim opóźnieniem.

    Masz rację pisząc: "Nie każdy studia mieć musi". Pomiędzy pójściem na studia a sukcesem w życiu nie ma znaku równości. Tylko żyjemy w takim społeczeństwie, które tego nie rozumie. Bo studia to szpan, trzeba się pochwalić, że się poszło na studia. I jeszcze ta presja od rodziców... To jest najgorsze. Rodzice znajomego tak bardzo chcieli, żeby poszedł na studia, że mu powiedzieli: idź na cokolwiek to ci samochód kupimy. Cóż, taki prezent piechotą nie chodzi więc chłopak poszedł na pierwsze lepsze studia, na które go przyjęli. Nawet go nie interesował kierunek, ale co z tego, skoro rodzice zadowoleni i jeszcze samochód kupili?

    Rozpisałam się, żale powylewałam, a chciałam tylko napisać, że się zgadzam i, że rękami i nogami podpisuję się pod Twoim apelem.

    OdpowiedzUsuń