czwartek, 15 maja 2014

Klasyka - poważnie niepoważna muzyka

Lubicie chodzić na koncerty? Ja tak. Podoba mi się koncertowa atmosfera i bawiący się wokół ludzie, którzy wraz z wokalistą śpiewają swoje ulubione piosenki. Czasem jest ciasno, bywa, że i duszno, ale rzadko zdarza się by wiało nudą. Bo przecież zazwyczaj chodzimy na koncerty zespołów, które znamy i lubimy. Pop, rock, metal - nie ma znaczenia. Każdy znajdzie coś dla siebie. A jak to jest z koncertami muzyki klasycznej? Kto z was był ostatnio na takim?


Pytam, bo sama swój pierwszy raz z graną na żywo muzyką klasyczną przeżyłam w zeszłą niedzielę. Mój M. tego dnia postarzał się o kolejny rok, a jako, że żadne z nas jeszcze nie było na takim koncercie, postanowiliśmy uczcić urodziny i jednocześnie nadrobić zaległości wybierając się na koncert orkiestry Sinfonia Varsovia. Składająca się z 60 osób (jeśli dobrze policzyłam) orkiestra obchodzi w tym roku  30-lecie swojego istnienia. Z tej okazji w Tatrze Wielkim zorganizowano koncert, w którym jak już wspomniałam, miałam przyjemność uczestniczyć. 

Napisałam przyjemność, bo faktycznie grane na żywo dzieła Vivaldiego, Bacha czy Mozarta zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Aż trudno uwierzyć, że te wszystkie dźwięki wydawane przez różne instrumenty udało się tak fantastycznie ze sobą połączyć. Skrzypce, altówki, waltornie, oboje i bębny - wszystkie mają swoje miejsce, każdy instrument słychać doskonale. Dźwięki raz są szybkie, raz wolne, raz głośne, raz ciche. Melodia zmienia się płynnie. Miód dla uszu.

Jednak czegoś mi na tym koncercie brakowało. Luzu wśród słuchaczy. Rozejrzałam się po widowni. Siedziałam na balkonie, więc widok miałam całkiem dobry. Simfonie były tak skonstruowane, że swobodnie można by było do nich tańczyć, a co dopiero delikatnie kiwać głową do taktu. Na całej objętej mym wzrokiem sali tylko 3 osoby (łącznie ze mną) tak właśnie odbierały płynąca do nich muzykę. Pozostali sprawiali wrażenie, że nie wiedza co tu robią. Sztywne miny, które mówić miały "hmmm, taaak, rozumiem" jawiły mi się jako grymasy.  Ja na serio nie widzę nic złego w czerpaniu muzyki całym sobą. Oczywiście bez podskoków i pogo pod sceną, ale zwyczajne pobujanie sobie nóżką nikogo nie zgorszy.

Czasem mam wrażenie, że ludzie chcą być bardziej "ą ę" niż są w rzeczywistości. Ja nie wstydzę się tego, że gdyby ktoś mi nie napisał na zaproszeniu czyje utwory będą grane, to bym tego po dźwiękach nie rozpoznała. Nie jestem koneserem, nie słucham Chopina do snu, ale wiem co mi się podoba. A muzyka klasyczna podoba mi się bardzo. Dlaczego piszę klasyczna a nie poważna? Bo to wcale poważna muzyka nie jest. Ten "kawałek" znacie z pewnością. Serio, uważacie go za poważny? Ja bym przy tym tańczyła w podskokach po łące. Taki jest radosny!

Jak widzicie mój pierwszy raz z klasyką graną na żywo uważam za bardzo udany. W najbliższym czasie chętnie wybiorę się na podobny koncert. Lubię podziwiać muzyków, którzy tak zręcznie operują swoimi palcami i ustami wydobywając z instrumentów takie piękne dźwięki, które w niezwykły sposób układają się w całość. Jeśli dotąd uważaliście dzieła Bacha czy Beethovena za nudę, polecam wam jeszcze raz przemyśleć temat. Wejdzie na youtube, wpiszcie "wiosna Antoni Vivaldi" i dajcie się porwać. Gwarantuję wam, że już to kiedyś gdzieś słyszeliście i bardzo się wam podobało. Buźka!

Categories:

1 komentarz:

  1. Na takim koncercie nie byłam. Z pewnością towarzyszą nieopisane emocje, Oczywiście u ludzi, którzy odpowiednio odbierają taką muzykę.
    Ja natomiast strasznie lubię Marka Torzewskiego - może nie są to piosenki, które da się słuchać parę godzin, bo niestety potrafią wbić człowieka pod względem samopoczucia w ziemię, ale ich teksty jak i melodia są nieziemskie :)

    OdpowiedzUsuń