czwartek, 5 czerwca 2014

"Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie" czyli zabili go i... umarł

Lubię oglądać filmy na dużym ekranie. Dobrze mieć poczucie, że płacąc za bilet wspieram czyjąś twórczość (a przynajmniej taką mam nadzieję). Decyzję o tym jaki film obejrzę w kinie podejmuję pod wpływem recenzji oraz trailerów. Recenzja nie musi być w 100% pozytywna ale trailer powinien porywać lub śmieszyć (gdy zapowiada komedię). Tak też było w przypadku filmu "Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie". Czy moje zawierzenie trailerowi było słuszne? Odpowiedź niżej.


Tak na wstępie powiem Wam, że obecne ceny biletów to zbrodnia w biały dzień, więc moje spotkania z X muzą zawsze umawiam na dzień promocji. W Cinema City, do którego mam rzut beretem, tym dniem jest środa. 14 złociszy na film 2D jestem w stanie z czeluści mej kieszeni wyłuskać. Ale 3 dyszki? Świat oszalał. Ale to taka moja mała dygresja. 

Po burzliwej dyskusji z moim M., zdecydowaliśmy się na wspomniane już "Milion sposobów..." Seth'a MacFarlane'a (gościa od Ted'a i Family Guy). MacFarlane podjął się napisania sceniariusza, wyreżyserowania całości i zagrania głównej roli (Albert Stark). Ot, człowiek orkiestra. Poza nim w filmie ujrzymy takie znane twarze jak Charlize Theron (szybkostrzelna Anna), Amanda Seyfried (eks - narzeczona Alberta),  Liam Neeson (zawsze strzela na "dwa"), Neil Patrick Harris (wąs kwintesencją męskości) czy
Sarah Silverman (chrześcijańska kurtyzana). Rzeknę wam, że wszystkie role poza jedną dobrane są znakomicie. Jedyny zgrzyt to sam MacFarlane. Jego gładka do przesady buźka, ni w ząb nie pasuje mi do krajobrazu dzikiego zachodu "gdzie wszytsko poza tobą, próbuje cię zabić". Być może to taki reżyserski zabieg, może się nie znam. Nie mniej jednak mnie to po oczach razi.

To jak jest z poziomem humoru w owym "dziele" sztuki filmowej? Ano średnio. Absurdalne żarty i niektóre postacie faktycznie bawią, ale już defekowanie do kapelusza trąci myszką i ociera się o ŻŻP.* Sceny w których działania bohaterów przeczą logice i prawom grawitacji są akceptowalne w kreskówkach pokroju Family Guy czy The Simpsons, ale już  nie w filmie, który swoją formą stara się nawiązać do starych westernów. Na przykład scena ze żmiją to totalny zapychacz, który urywa się nagle (tak jakby scenarzyście zabrakło pomysłu na puentę). Taki smaczków jest sporo, ale nie będę Wam więcej zdradzać, bo za spoilerowanie można się w piekle smażyć.

To czy w ogólne warto obejrzeć "Milion sposobów..."? Wbrew pozorom warto, ale tylko pod warunkiem, że jesteście miłośnikami poziomu żartu, jakim charakteryzował się "Ted" czy "Family Guy". Jednak muszę przyznać, że pomysł z dziwką szanującą chrześcijańskie wartości czy piosenka o wąsach naprawdę bawią. I ogromny plus dla twórców, którzy mrugnęli okiem do widzów wplatając w ten komedio-western dwie sceny nawiązujące do dwóch bardzo znanych filmów, których akcja również nawiązuje do dzikiego zachodu. Na jedną z nich musicie poczekać aż do napisów. 

Na koniec powiem wam, że trailerom nie można ufać w 100%. Coraz częściej dzieje się tak, że najciekawsze sceny są już w nivh zawarte i w rezultacie nie ma już czego w kinie oglądać. Na szczęście "Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie" nie zdradza wszystkiego w zapowiedzi. Weźcie więc poprawkę na kilka słabych żartów i cieszcie się tymi naprawdę udanymi. Ale serio. Nie przepłacajcie za bilet w weekend. Aż tyle ten film nie jest wart. 


Jeśli już widzieliście "Milion sposobów..." do dajcie znać w komentarzach. Jakie są wasze wrażenia? Równie mieszane jak moje?

*Żenujący Żart Prowadzącego
Categories: , ,

7 komentarzy:

  1. Nie oglądałam, a w kinie bywam raz na ruski rok. W tej kwestii jestem materialistką, bo płacenie za bilet takich sum to dla mnie też rozbój w biały dzień. Więc dziękuje producentom Kinder Bueno za Kindder Bueno czwartki :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety również najczęściej trafiam tak, że trailer jest świetny, a film bardzo przeciętny. Mimo wszystko "Milion sposobów..." po Twojej recenzji wydaje mi się być odpowiednią komedią na wieczór relaksu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z większością w recenzji się zgadzam, jednak uważam, że MacFarlane świetnie wpasował się w rolę. Czyż nie gra w filmie bardzo delikatnego i wrażliwego faceta? Jego gładka buźka i wygląd chłopca idealnie komponuje się właśnie z tą rolą :)

    pozdr,

    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale jak dla mnie był aż za bardzo "gładki".

      Usuń
  4. Zamierzam obejrzeć ;)
    Podobał mi się Teddy, a rodzina Petera to najlepsza rodzina na świecie hehe ;)
    Do kina chodzę tak często jak często coś mnie zainteresuje. Niestety mieszkam w małym miasteczku i zdarzyło się dwa razy, że poszłam z facetem na film i nam nie puścili, bo byliśmy jedynymi zainteresowanymi osobami haha :D Za to bilety po 12 złotych, a 3D po 15 :) Także jak się uda trafić na film oblegany, to nic tylko do kina latać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to są normalne ceny. Za dwa bilety można zapłacić mniej niż w stolycy za jeden. A obsługa kina to świniaki. Jak można było odciąć Was od kultury? Skandal!

      Usuń
  5. Ja też czekam na promocje, ostatnio często na grouponie można dostać dużo taniej bilety do multikina, zbieram też punkty payback, którymi płacę za bilety w multikinie :) Film nie jest wolny od was, ale podobała mi się muzyka, zdjęcia, sam fakt, że to western i zupełnie inne podejście do życia na Zachodzie ;)

    OdpowiedzUsuń