piątek, 6 czerwca 2014

Żyj, Giń, Powtórz czyli recenzja "Na skraju jutra"

Ten tydzień obrodził u mnie w wydarzenia kulturalne. Kino dwa dni z rzędu, a w sobotę wybieram się na Piknik Kulturalny Gazety Wyborczej (będzie się działo!). O Pikniku będzie w kolejnej notce. Dziś zaś recenzja wchodzącego właśnie do kin filmu z Tomem Cruisem "Na skraju jutra". Tym razem nie oglądałam trailera, więc nie wiedziałam czego się spodziewać. 


To może na początek słówko o fabule. Otóż mamy bliżej nieokreśloną przyszłość, w której to rasa obcych zwana Mimikami napada na naszą piękną planetę. Europa jest już praktycznie stracona. Każdego dnia umierają tysiące niewinnych ludzi oraz setki próbujących walczyć z inwazją żołnierzy. Zbliża się ostateczna bitwa na plaży, która ma rozstrzygnąć wszystko. Na front zostaje posłany major Cage, który poza noszeniem pięknego munduru, z wojskiem miał niewiele wspólnego. Jak to się stało, że dorobił się tak wysokiego stopnia? O tym w filmie. Cage, dzień po wstąpieniu do armii, zostaje wysłany w bój. Ginie i... budzi się na wojskowych plecakach dzień wcześniej, by od nowa przeżyć swoją śmierć. Again, again and again. Aby wyrwać się z tej pętli czasu musi wykonać bardzo trudne zadanie. Jakie? A tego też dowiecie się z filmu (albo z jakiś spoilerujących recenzji).

Zdradzę wam, że nie przepadam za Tomem Cruisem. Sama nie wiem czumu ale jakoś tak mam do niego awersję. Grając w "Na skraju jutra" bardzo mnie zaskoczył. Naprawdę nic mnie w jego postawie, mimice itp. nie raziło. Kawał niezłej gry aktorskiej. 

Nie mniej ważną rolę w filmie gra Emily Blunt. Aktorka wciela się w postać Rity Vrataski "Anioła spod Verdun", która stała się bohaterką wojny pokonując w bitwie ogromną liczbę wrogów. Vrataski to promyk nadziei dla walczących żołnierzy. To ona będzie największym oparcie dla Cage'a gdy ten będzie próbował wyrwać się z pętli. W jaki sposób? Nie zdradzę.

Teraz co nieco o stronie wizualnej filmu. Jak dla mnie perełka. Świetne efekty specjalne, wciskające w fotel wybuchy, niezwykle wartka akcja. Każda scena jest przemyślana i fantastycznie zrealizowana. Nie pamiętam bym choć przez chwilę się nudziła. Naprawdę można nacieszyć oczy.

Film naprawdę zaskakuje. Kilkukrotne zwroty akcji każdego wymagającego widza w pełni zadowolą. Kilka scen z pewnością was rozśmieszy ("resetowanie" rzeczywistości - "again, again, again"). Żadna jednak nie wzruszy (na szczęście). "Na skraju jutra" to kawał dobrego science fiction, nie tylko dla fanów gatunku. 


Jak udało mi się doczytać na filmwebie, scenariusz został oparty na książce Hiroshi Sakurazaka "All You Need Is Kill". Nie czytałam ale chętnie to zrobię bo sadząc po filmie warto. Jeśli ktoś z was czytał, dajcie znać. A tym czasem, jeśli nie macie planów na najbliższy weekend, wybierzcie się na ten film. Daję wam gwarancję, że będziecie się świetnie bawić. Buźka!

3 komentarze:

  1. Właśnie idę w niedzielę z koleżanką do kina, zastanawiałyśmy się czy iść na to czy na "Gwiazd naszych wina" (ale nie mamy ochoty na nic przybijającego). W takim razie chyba na to się wybierzemy, chociaż tez mam straszną awersję do Cruise'a. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie się zapowiada, a thriller widziałam. Żyj, zgiń, powtórz strasznie mi się wbiło w głowę hehe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja dałem mocne 8/10. Trochę się bałem że scenarzyści przekombinują z motywem time-loop'a. Na szczęście wycisnęli wszystko co najlepsze. Siedzimy w kinie i cały czas, razem z głównym bohaterem, główkujemy.... "CO TU JESZCZE ZROBIĆ ?!?! :)" Świetny film. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń